Szara strefa polskiej gospodarki.

Szara strefa polskiej gospodarki.

Luty 8, 2018 0 przez Doradca HR

Bezrobocie w Polsce maleje, jednak szara strefa nadal trwa.

Sytuacja na polskim rynku pracy poprawia się z roku na rok. Aktualnie trwamy w sytuacji, w której rynek należy do pracownika a nie pracodawcy. Pracę można znaleźć wszędzie. Sklepy, stacje benzynowe, firmy sprzątające, firmy transportowe, sektor budowlany czy duże przedsiębiorstwa produkcyjne, wszędzie tam brakuje rąk do pracy. Poszukiwany jest każdy pracownik, zarówno taki z doświadczeniem, do wykonywania prac bardziej skomplikowanych, czy wymagających większej wprawy, jak i taki bez doświadczenia, który zostanie nauczony wszystkiego od podstaw. Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji o czymś takim jak „szara strefa” nie powinno być mowy. Jednak nic bardziej mylnego.

Szara strefa gospodarki ma się niestety bardzo dobrze. Wielu ludzi mogłoby zadawać pytanie: dlaczego? Skoro przecież jest deficyt pracowników, a firmy oferują w pełni legalną pracę, z pełnym ubezpieczeniem i opodatkowaniem. Otóż czynników może być kilka.

Jednym z nich jest ucieczka przed odpowiedzialnością za zobowiązania finansowe. Dane mówią same za siebie. Bardzo wielu Polaków ma kłopoty finansowe. Długi zaciągnięte w bankach czy niepłacone alimenty to główne z nich. W sytuacji, gdy wszelkie inne sposoby nie przyniosły zamierzonego przez wierzyciela efektu, sprawa trafia do sądu a stamtąd do komornika. A ten organ ma już prawo zająć nasze wynagrodzenie, wysyłając do zakładu pracy pismo nakazujące przelewanie części, lub nawet całego wynagrodzenia na jego konto. Jest tylko jeden warunek, wynagrodzenie to musi być zdobywane w sposób legalny, gdyż informacje o tym komornik zdobywa w urzędzie skarbowym. Jeśli więc dłużnik oficjalnie nie pracuje, komornik nie ma czego zająć. Nawet jeśli dochody z tytułu pracy „na czarno” sięgają kilku tysięcy złotych, organ egzekwujący ma w tej sytuacji związane ręce.

Drugim przykładem rozwoju szarej strefy jest sytuacja, gdy pracownik ma zaniżoną stawkę na umowie. Sytuacja ta jest bardzo często spotykana w małych, prywatnych przedsiębiorstwach i firmach budowlanych. Rzeczą oczywistą jest, że każdy chciałby zarabiać jak najwięcej, zarówno pracownik, jak i właściciel przedsiębiorstwa, a wspomniana wyżej sytuacja jest taką, gdzie korzyść jest obustronna, stratne jest „tylko” państwo. Mniejsza stawka na umowie to mniejsze koszty etatu dla pracodawcy. Przelewana comiesięcznie na konto pracownika „najniższa krajowa” daje zabezpieczenie w postaci świadczeń ZUSowskich, a dodatkowe pieniądze przekazywane „pod stołem” są czystym zyskiem także dla pracownika. Popularne obecnie podejście młodych ludzi zakłada, że i tak nie dożyją emerytury a więc nic nie szkodzi żeby odprowadzać małe składki emerytalne, a z pieniędzy otrzymanych poza umową odkładać na „czarną godzinę”. Pracodawcy, którzy wówczas również osiągają korzyść sami chętnie korzystają z usług takiego pracownika.

Jak więc widać gospodarka polska, mimo, iż ma się całkiem nieźle, mogłaby funkcjonować jeszcze lepiej. Żeby jednak mogło się tak stać musi się zmienić podejście zarówno pracowników jak i pracodawców.